“Chłopaki nie płaczą”, “nie zachowuj się jak dziewczyna”, “nie bądź baba”, “tego kobiecie nie wypada”. Oto szereg zdań bardzo popularnych a przy tym dojmująco niesprawiedliwych. Dlaczego bowiem zachowania przypisywane kobietom są tak stygmatyzowane? Ponadto, czy mowa o wyborze zawodowej drogi, macierzyństwie, czy wyglądzie, mam nieodparte wrażenie, że jako kobiety nieustannie musimy coś udowadniać – nie tylko innym, ale i sobie samym. Z jakimi stereotypami nadal walczymy i co zrobić, by nie była to walka z wiatrakami?

Jesteśmy słabsze.

“Słabsza płeć” – brzmi znajomo, prawda? Zewsząd słychać to stwierdzenie, nie mamy jednak prawa się z nim zgodzić, chyba że mowa o anatomicznych różnicach między płciami. Kobiety nie tylko nie są słabsze – są zdecydowanie silniejsze. Silniejsze niż prawdopodobnie same o sobie myślą. Choć potrzebujemy wsparcia, przetrwamy wszystko. Ambitnie pracujemy, urządzamy swoje domy, starannie dbamy o siebie, jednocześnie otaczając opieką swoje otoczenie i bliskich. Rodzimy dzieci i same rodzimy się na nowo, kiedy nadchodzi czas zmiany. Coraz częściej stajemy się niezależne – ekonomicznie, ale i emocjonalnie. Mimo, że żyjemy w 21. wieku, wciąż jeszcze walczymy o swoje prawa, a nikt waleczny nie może zostać nazwany słabym. Jesteśmy zmianą, odwagą i siłą, a każda z nich jest kobietą.

Nasze miejsce jest w domu.

Trudno o bardziej krzywdzące przekonanie. Choć na przestrzeni lat kobiety mocno zaznaczyły swą obecność na arenie zawodowej, ten stereotyp nadal żyje i ma się świetnie. Owszem, w domu mamy swoje miejsce. Jest ono wszędzie tam, gdziekolwiek chcemy się znaleźć. Przede wszystkim, mamy prawo wyboru. Praca w domu to praca równie ważna jak ta na etacie. Różnica jest taka, że momentami trwa nie 8, a właściwie 24 godziny. Jeśli zaś naszym wyborem będzie intensywna aktywność zawodowa, nic nie powinno stać nam na przeszkodzie. Dawno temu świat przekonał się, że jako kobiety jesteśmy niebywale ambitne, głodne wyzwań i gotowe, by podbić rynek pracy – nawet jeśli przyjdzie nam zmierzyć się z przebiciem szklanego sufitu.

Trudno jest nam pogodzić macierzyństwo z pracą.

To przekonanie, które nie dość, że nieprawdziwe, to jeszcze wzbudza w kobietach ogromne pokłady poczucia winy. Kobiety mają ambicje, by spełniać się w rozmaitych rolach – praca i wychowywanie dzieci są przestrzeniami, które odpowiadają na te potrzeby. Co więcej, aktywne działanie w obu tych obszarach daje kobietom poczucie sprawczości, wzbogacając przy tym ich doświadczenie. Chęć powrotu do zawodu po urlopie macierzyńskim jest rzeczą naturalną, która nie powinna ulegać stygmatyzacji. Niestety bywa, że macierzyństwo wydaje się być barierą w oczach pracodawców. Owszem, dzieci chorują i miewają trudne do przewidzenia przygody. Zarazem jednak uczą nas, jak ważna jest organizacja, konsekwencja i odpowiedzialność. Czy samodyscyplina, rzetelność w wykonywaniu obowiązków i zarządzanie czasem nie brzmią jak wymarzone pozycje z CV? Przez wzgląd na rodzinne powinności, młode mamy zbyt często spotykają się z piętnowaniem. Prawda jest jednak taka, że to, co wzbudza w nas, kobietach, wyrzuty sumienia, zasługuje na podziw i uznanie.

Nie nadajemy się na stanowiska techniczne.

No dobrze, bitwa światopoglądowa wygrana. Udało się. Idziemy do pracy. I czego się dowiadujemy? Że jako kobiety, może niekoniecznie nadajemy się do branży technicznej. Posiadamy wiele umiejętności, ale przecież większość z nich to umiejętności miękkie i humanistyczne. Doprawdy? Szczęśliwie, kobiety w to nie uwierzyły i dlatego mamy szereg utalentowanych specjalistek z przeróżnych obszarów. Kobiety sięgają coraz wyżej po coraz więcej: kodują, są inżynierami, czy wynalazcami. Kochają to, co przełomowe i innowacyjne ze wzajemnością. Uzbrojone w odpowiednie narzędzia, idąc ramię w ramię z postępem technologicznym i stojąc na równi z kolegami z branży, są w stanie dokonać rzeczy wielkich.

Jesteśmy zbyt emocjonalne.

To, co przez wielu rozumiane jest jako przesadna emocjonalność, stanowi cenną umiejętność wyrażania uczuć. To otwartość i chęć, by poradzić sobie z emocjami. Mamy świadomość, że te niewyrażone są niczym tykająca bomba. Spotkałam się ostatnio z intrygująco brzmiącym wyrażeniem: “gender judo”. W dużym uproszczeniu odnosi się ono do przywódczych stanowisk wśród kobiet i próby dopasowania odpowiedniego zachowania do wysokiej pozycji. Gdy kobiety przejawiają cechy charakteru związane z męskim przywództwem, na przykład asertywność, bezkompromisowość, czy stanowczość, są postrzegane jako zbyt apodyktyczne a nawet agresywne. Kiedy jednak zmieniają swoje oblicze i stają się bardziej “kobiece”, czyli uprzejme, ciepłe i wrażliwe, jawią się jako zbyt miękkie i słabe. Osiągnięcie balansu w obliczu takich wyzwań staje się wręcz niemożliwe. Prawdą jest, że jako ludzie dysponujemy szerokim wachlarzem emocji, jako kobiety mamy do nich większy dostęp. Czy to aby nie zasługa naszej kobiecej intuicji? To właśnie ona jest buforem naszej strefy emocjonalnej i to o nią powinnyśmy szczególnie dbać.

I na koniec…

…niewątpliwie dające do myślenia video, które zdecydowanie zmienia znaczenie pojęcia “Jak dziewczyna”, nadając mu nowy – tym razem właściwy – sens: